był chyba wtorek. Olga wyszła z domu wcześniej niż zawsze,chociaż nie miała gdzie się spieszyć. Był wielki mróz więc nawet w domu zrobiło się chłodniej. Jak zawsze siedziałem w fotelu, obserwując co się dzieje dokoła,nie mając na to żadnego wpływu. Oczy miałem zasłonięte jak zawsze krótką blond grzywką. Olga mówiła,że tak mi ładnie.
Około południa wbiegł Boris-kot. Widziałem tylko jak czmychnął do skrytki. Dalej słyszałem jego starą śpiewkę czekając i miaucząc aż ktoś otworzy lodówkę i da mu parówkę. Egoista...kot.
(...)jakiś czas później przyszedł do mnie do pokoju, gdzie było już ciepło. Położył się na drugim fotelu(tym bliżej kaflowego pieca, który nadawał pomieszczeniu nie tylko gorąca,ale także jakiegoś wyjątkowego klimatu) i zaczął swoją toaletę. Nie pamiętam kiedy zasnął, bo ja sam uciąłem sobie krótką drzemkę...
Popołudniu(ok 16.30, bo mam zegar w zasięgu oka) przyjechała Olga. zmęczona i cała czerwona od mrozu wleciała do pokoju przebrała się i poszła zjeść obiad.
Wróciła z kawą(czekałem tylko aż ją wyleje) i wylała:) nie ma jak to ona. Wzięła mnie do siebie i zaczęła się uczyć...
nie minęła godzina a komputer był już rozgrzany...pisała z Sebastianem...(nie podam jego prawdziwego imienia).
Nie Pałam do niego zbyt miłością. Jest fajny,wystarczy. Co do jego związku z Olgą.hmmmmm przyzwalam na to,że przyjeżdża. Ale wówczas oni mnie wyrzucają. Cóż za niesprawiedliwość!!!!!
Co było dalej??
Nie pamiętam. Zasnąłem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz