Czułam,że moim ciałem wstrząsają dreszcze mimo,że było gorąco. W głowie wirowały mi obrazy,które zobaczyłam kilka godzin temu: inna planeta,inna rzeczywistość w miejscu mojego domu. Było tu wszystko czysto moralne,wyrachowane,mądre. Tylko ja głupia pośród tego,nafaszerowana jakimiś prochami spoglądałam na wszystko spokojnie pod czujnym okiem Aleksandry. Jak ja jej nie znoszę! To Kornelia była o wiele lepsze-trochę milsza. Od tej to tylko czuć zimno,zło i nadopiekuńczość wobec mnie! To mnie najbardziej dziwiło. I Fran-cholerny zdrajca,któremu dałam się tak łatwo podejść. Moje obecne lokum było zbyt surowe. Dostałam pokój w pałacu-3x4metry,łóżko,biurko,mała lampka,krzesło. Śmierdziało tu sterylnie umytymi sztućcami i kubkiem z talerzykiem. Stałam się więźniem za własną głupotę. Nie mam dokąd uciec,nie wiem jak. Czekam teraz,aż Aleksandra mnie wezwie. Gdyby tak...
Nagle usłyszałam,że ktoś puka do drzwi. Nie zdążyłam powiedzieć proszę,gdy wparowała Aleksandra. Miała jakąś kwaśną minę i chyba nie było jej do śmiechu.
-Nie mów,że coś ode mnie chcesz w tej chwili. Zrobię wszystko co w mojej mocy,ale chcę,żeby Kornelia mi towarzyszyła tu. Muszę mieć jakiś kontakt,ale z wami to się nie da rozmawiać. Zwłaszcza z Franem:lepiej będzie dla niego,żeby mi się na oczy nie pokazywał. To mów:co chcesz?-powiedziałam to,po czym czekałam na odpowiedź. Aleksandra chyba jeszcze bardziej się zdenerwowała,ale było widać,że przyjęła moje słowa.
-Ok,Kornelia przyjedzie tu. Musisz tylko oddać nam trochę swojej krwi...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz