Olga wyszła z domu. Nie interesowało ją nic w tym momencie. W głowie szumiały jej słowa Kornelii,a podręcznik który jej dała to były bzdury kompletne. Wyszła do parku by wszystko przemyśleć. Przeszła drogą kilkaset metrów,gdy w oddali ujrzała postać Frana. Stał oparty o kasztanowiec zajęty swoim telefonem. Kiedy zobaczył zbliżającą się do niego Olgę,odłożył telefon i uśmiechnął się. Ta przystanęła i usiadła na rozwalającej się ławce obok drzewa.
-Chcesz o czymś pogadać?-zagadał,lecz ona jeszcze bardziej się zdenerwowała. Spłoszona siedziała czekając na jakąś niewiadomą. Patrzyła tylko przed siebie,nie zwracając na niego uwagi. W oddali w jakimś ogródku słychać było latynoskie rytmy. Ktoś tańczył,ciesząc się każdym krokiem.
-Odezwiesz się do mnie,czy nadal mnie ignorujesz? Co Ci jest-Fran ocucił ją z letargu. Popatrzyła się kilka sekund na niego i powiedziała- Dlaczego to wszystko musi być takie chore?ten cały świat! Kto tym rządzi??Powiedz mi!-zaczęła szlochać. To,że płakała to już było dziwne. Zawsze taka twarda,indywidualistka teraz rzucała łzami jak grochem. Stało się z nią coś złego!!
-Mam pomysł. Choć do mnie,do domu. Może Ci pomogę. Tutaj-za dużo ludzi może się patrzeć. I tak masz chyba dość obelg-Fran objął ją i pomógł wstać z ławki.Kilka metrów dalej stał jego samochód. Weszli,a chwilkę później jechali już w kierunku jego domu. Kiedy wysiedli,Olga znowu zaczęła myśleć. Już gdzieś widziała ten pałac tylko gdzie. Nie mogła sobie przypomnieć. Stanęła w cieniu drzew,który przynosił jej ukojenie. W tej chwili w drzwiach ukazała się kobieta. Była bardzo podobna do Kornelii, o której Olga starała się zapomnieć. Podeszła do niej,podała jej rękę.
-Witam,jestem Aleksandra. Córka władcy Królestwa...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz