Aleksandra wyszła z pałacu. Słońce świeciło całą swoją mocą,a cień był tylko pod starymi dębami. Kwiaty wiśni wabiły do siebie pszczoły i inne owady. Wiosna rozkwitała w pełni. Ale nie we wszystkich. Ola była chłodna jak lód,bez jakichkolwiek uczuć starała się pozyskać sobie Olgę. "Ta firma nie przetrwa w tym okresie bez pomocy"myślała. Za kilka tygodni miał się odbyć ślub-przekładała go już kilka razy. Tym razem nie daruje. Ola odgarnęła swoje czarne włosy z jasnego czoła. Musiała udać się do Kornelii. inaczej się nie da. Wsiadła do samochodu, zasuwając pocieniane szyby tak,by nikt jej nie zobaczył. Miała już dość spoglądania pracowników. Nie byli pewni posad w Królestwie i walczyli jak tylko potrafili. Ostatnio wysłali delegacje. Ojciec ich odesłał,lecz następnym razem może nie być tak łatwo. Dlatego potrzebowali tak bardzo Olgi. I Kornelii. Odkąd ona odeszła,ludzie przestali sobie nawzajem ufać. To ona nadawała tej rzeczywistości kolorów,spokoju,opanowania. Wyjechała z posiadłości i znalazła się na drodze do wsi. W innej rzeczywistości. Tu było zbyt zimno i nieufnie. Samochód mknął z niewyobrażalną prędkością. Kiedy zbliżała się coraz bliżej do lasu,zwolniła. Zaparkowała przy ławkach. Dalej samochód nie miał wstępu. Wysiadła,pełna ostrożności by nie ubrudzić się. Szpilki,które miała założone,wbijały się w miękką i pulchną ziemię. Do lochów nie było daleko. Kilka metrów i jej oczom ukazała się polana. Dookoła rozkwitały mlecze,stokrotki. Wszystko było takie...miłe-pomyślała Ola. Pośrodku stał nieduży,drewniano-kamienny domek o małych,czerwonych oknach. Z prawej strony stała drewniana szopka, a przed nią wielki kawałek grabu, na którym Kornelia rozłupywała właśnie kołek sosny. Kiedy zobaczyła Olę,odłożyła siekierę i usiadła na drzewie. Widać było,że jest w swoim żywiole.
-Nie wiem dlaczego to zrobiłam,że się tu zjawiłam. Ale jestem, zapewne wiesz w jakiej sprawie-Ola się uśmiechnęła,lecz Kornelii to nie przekonało.Wręcz przeciwnie-źrenice jej się zwężały, a twarz stała się kamienna.
-Mały problem. Olga jest bardzo,jakby to powiedzieć-zaparta. Nie chce dołączyć. Dałam jej podręcznik,ale nie wydaje mi się,że to jakoś pomoże. Nie wiem dlaczego zabiłaś jej Majora-popatrzyła zdenerwowana.
-Jakiego Majora?Ja nikogo nie zabijałam. Po za psem,który poszarpał mi nogawkę od spodni.
-To był on.Ten pies miał tak na imię. Musiałaś go zabić,bo Ci trochę spodnie poszarpał?Jesteś dziwna. Bardzo,bardzo dziwna. Jeżeli chodzi o dziewczynę-zajmę się tym. Wiem,że grozi mi coś. Fajnie,że wpadłaś. Widzę,że zdziwiona jesteś postępem. Zburzyłam lochy i postawiłam tu dom. By żyć jak człowiek.
-Wiesz,że nie jesteś człowiekiem. Jesteś istotą nadprzyrodzoną,która dostąpiła zaszczytu zarządzania obecną rzeczywistością. Nie mów więc o sobie, jako o tym czymś. Nie zniżaj się do tak niskiego poziomu. Jesteś 9!Wybraną!-Ola się oburzyła. Nie wyobrażała siebie w roli człowieka.
-Skończ. Żyjemy dla ludzi.Tylko dlatego możemy istnieć. Wracaj więc do Królestwa. Jeżeli jest tam tylko Fran-powodzenia. Ja postaram się coś z Olgą zrobić.
-Fran! No właśnie. On może nam pomóc.-Ola pomachała siostrze i odwracając się-zniknęła.
"Niech ucieka.Spokój wreszcie wróci,cieplej i milej się zrobi. I zwierzęta wrócą!A ja będę mogła pracować"pomyślała Kornelia i wróciła do rąbania drzewa.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz