..." Idziesz na lekcje?"
"Tak. Ale nie odzywaj się do mnie już. Nie mam zamiaru Cię widzieć.Zostaw mnie"odpowiedziałam i zerwałam się biegiem do szkoły. Na schodach czekała już na mnie Ga. Patrzyła się na mnie swoimi małymi oczkami ukrytymi za wielgachnymi okularami. Odpowiedziałam jej ziewnięciem i weszłyśmy do sali na historię. Przez całą lekcję zastanawiałam się jak się nazywa mój prześladowca. Wyrwałam z tyłu zeszytu świstek, nabazgrałam na nim i podałam go do Gi. Ona otworzyła,poparzyła w jego stronę,odpisała i podała mi. Od czasu,kiedy zrobiłyśmy raban na lekcji u Małej,siedziałyśmy w dwóch odległych końcach klasy. Gdy odebrałam kartkę poczekałam chwilę,żeby Mała przestała się na mnie patrzeć. Byłam pod jej zasłużonym obstrzałem. Odwinęłam brzegi i moim oczom ukazało się imię Franek. "Mówią też na niego Fran." dopisała na brzegu. Do końca lekcji zostało z 5 minut,ale mi się nie chciało dłużej siedzieć. Wykręciłam się bólem brzucha i wyszłam do domu. Po drodze na autobus wpadłam chwile do sklepu po gumę. Autobus przyjechał z opóźnieniem. Nie dziwie się. Weszłam powitana przez uśmiech kierowcy Genia. Usiadłam od razu za nim,bo nie chciałam znowu trafiać na śmierdzące niespodzianki na końcu autobusu. Kiedy wysiadłam, zobaczyłam znowu jego. Czekał na przystanku,jakiś poddenerwowany. Nie zwracając się w jego kierunku,szłam prosto do domu. Oczywiście podbiegł do mnie.
-Dlaczego mnie ignorujesz?-spytał robiąc jakąś słodką minę.
-A co ja jestem,że mam Cię ignorować,Franiu?
- Pofatygowałaś się,żeby poznać moje imię. Wow-ten jego uśmieszek zaczął działaś mi na nerwy.
- A Ty taki szybki? Dopalacz sobie zmontowałeś w czterech literach,czy wampir jesteś-odpowiedziała,ale nie miałam już ochoty,żeby dalej z nim przebywać. Działał jakoś rozpraszająco na mnie. Kiedy czułam,że jest obok,byłam jak spłoszone zwierzę. Nie wiedziałam w którą stronę uciekać.
-Śmieszne. Podwieźć Cię do domu?Wiem,że masz kawałek,a ja jestem samochodem.-skinął w kierunku shelby. On miał mustanga!!
-Skąd taki samochód w takiej okolicy? To chyba amerykańska marka.
-Ach,faktycznie. Nie Twoja sprawa skąd mam te auto. Mam to mam. Jedziesz?- był niespokojny.
-Nie.Pójdę - odbiegłam od niego w kierunku lasu i już mnie nie zobaczył.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz