Wchodząc do domu poczułam dym. Nikogo nie było słychać, a zapach się nasilał. Kiedy weszłam do kuchni,zrozumiałam. Na stole leżała forma, a w niej spalona pizza. Brat pewnie robił. Wzięłam z lodówki sok,posprzątałam i poszłam do pokoju.Na biurku walały się kulki papieru zostawione z poprzedniego dnia.Nie miałam ochoty na sprzątanie. Położyłam się na łóżku i zaczęłam seans. Każdego dnia po przyjściu do domu kładłam się w ciszy i skupiałam na odnalezieniu spokoju w sobie. Nie wiem,czemu miało to zaradzić. Może tym codziennym bójkom,kłótniom o byle co czy zwykłą agresję. Od czasu zniknięcia byłam zmuszona do seansów. Najpierw u specjalisty,po pewnym czasie udawania w domu. Nawet się do tego przyzwyczaiłam.
Następnego dnia nie poszłam do szkoły. Nawet się nauczyciele do tego przyzwyczaili. Od czasu do czasu miałam dzień wolny. Wstałam wcześniej i poszłam na spacer z psem. Major,jak przystoi na owczarka francuskiego powalił mnie,kiedy bawiłam się z nim na łące. Nie mogłam chodzić do lasu-ze względów bezpieczeństwa. Kiedy wychodziłam z łąki zobaczyłam mojego sąsiada. Znaliśmy się praktycznie od urodzenia. Ja bojowniczka, zawsze zadziorna. Michał- flegmatyk, powolny. I ślepy! Ile razy mu to wytykałam. Był wysoki, o krzaczastych brwiach i wielkich,grubych szkłach.
- Cześć Olga. Jak Major?- przeszedł obok mnie i skłonił się w kierunku psa i pogłaskał.
-Jak chcesz pogadać z psem,to po co się witasz ze mną?- obdarzyłam go tym swoim uśmieszkiem.
-Ty znowu zaczynasz.Wiesz,że to do niczego dobrego nie prowadzi.Ostatnim razem,jak się kłóciliśmy to...
-To co? Uciekłam?Zniknęłam? Jak to nazwiesz. Ja nic nie pamiętam.
Odeszłam,ciągnąc za sobą obrażonego Majora. W oczach ciskały się łzy...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz