Kiedy wróciłam do domu, zobaczyłam,że przed domem stoi ojciec Nie miał zbyt wesołej miny. Wręcz przeciwnie-był nieźle wkurzony. Stał oparty o swój stary, rozwalony motocykl.
-Młoda damo. Jeżeli próbujesz zwrócić na siebie uwagę, to udaje Ci się to super. Przed piętnastoma minutami był tutaj Michał.
-Co z tego,że był tu on. Po za tym na powitanie się mówi dzień dobry,albo coś w tym rodzaju.-odburknęłam mu.
-Wiem,że chcesz mnie sprowokować. Pójdziesz teraz do pokoju swojego i odbędziesz sesje.
-Nie. Mam inne zajęcia,po za tym sesje mam o stałej,popołudniowej godzinie,a jest dwunasta więc mam jeszcze jakieś-tu spojrzałam specjalnie na zegarek-cztery godzinki. Tak więc spadam. Zobaczymy się po obiedzie- pomachałam mu i odeszłam.
W domu zostawiłam Majora,dałam mu jeść i wyszłam. Coś mnie pchało do lasu. Weszłam kilka kroków. Zatrzymałam się. Wydawało mi się,że pogoda się pogarsza. Jednak nie. Oczy zachodziły mi mgłą,ciało robiło się jakieś miękkie. Próbowałam walczyć. Na próżno. Zemdlałam
W każdym razie tak mi się wydawało. Ocknęłam się cała obolała. Leżałam w jakimś pokoju. Nie przypominałam sobie, żebym tu kiedykolwiek była. Pomieszczenie było wielkie, w oknach wisiały wielkie zasłony,lecz bardzo stylowe i eleganckie. Chciałam wstać,.lecz byłam jakaś obezwładniona. Czułam się słabo i nic nie pamiętałam. W każdym razie dlaczego tu byłam. Nagle usłyszałam,że ktoś się zbliża do pokoju. Zamknęłam oczy i nasłuchiwałam. Ten ktoś wszedł. Poczułam,że dotyka moich włosów. Otworzyłam oczy. Zamarłam. Przede mną stał wysoki,bardzo wysoki mężczyzna. Miał około czterdziestki i czarne,wielkie oczy. Jak Fran.
-Miło mi,że się raczyłaś obudzić. Nie wiesz co się stało?Franek znalazł Cię,kiedy wracał do domu ze szkoły. Leżałaś nieprzytomna przed naszą stajnią.-kiedy to mówił, powoli czułam,że mogę się już ruszać.
-Która jest godzina?-spytałam,a w tym momencie wszedł zapewne mój wybawca.
-Piętnaście po piątej. Trochę sobie pospałaś. Mogę Ci się spytać,co robiłaś w lesie?
Nagle poczułam,że moja głowa zaczyna pękać. Zobaczyłam,że mam ranu na rękach i one zaczynają krwawić.
W tym momencie mężczyzna podszedł do mnie i zaczął tamować krew. Po piętnastu minutach polepszyło mi się.-Skąd wiesz,że byłam w lesie?-spytałam Franka,który w tej chwili czytał jakąś gazetę.Odłożył ją na stolik
-Powiem Ci,co ja wiem. Wracałem wcześniej do domu. Jeżdżę przez las,żebym drogę sobie skrócić. Zobaczyłem,że na jednej z gałęzi wisi Twoja bluza. Jechałem dalej,ale nie było Ciebie. Kiedy przejeżdżałem obok stajni, Twoje Ciało leżało pod stajnią. Byłaś cała brudna od ziemi,we włosach miałaś igły. I przyniosłem Cię do domu. To na tyle.A co Ty pamiętasz?
-Tylko tyle,że stałam kilka metrów przed lasem od strony żwirowni.- w tym momencie zwróciłam się do mężczyzny-Mógłby Pan zawieść mnie do domu?Rodzice może się martwią.
-W to nie wątpie.
-Wiem- odpowiedziałam-ale co jeśli już kiedyś zniknęłam, i znaleziono mnie po tygodniu?
-To już inna sytuacja.Ubierz się-Franek podał mi moją bluzę-Zawieź ją do domu. Musi odpocząć.
Franek wziął mnie ze sobą i wyszliśmy z jego domu. Przypominał mi ten budynek stary pałac. Coś tu się nie zgadzało...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz